#3 Recenzja - "Wiek cudów"

Tytuł: "Wiek cudów"
Tytuł oryginalny: "The Ages of Miracles"
Autor: Karen Thompson Walker
Tłumaczenie: Anna Gralak
Liczba stron: 304
Kategoria: literatura współczesna
ISBN: 9788324035939














Co by się stało, gdyby czas zwolnił, dni i noce się przedłużały, grawitacja i inne siły przestawały działać? Dwunastoletnia Julia właśnie przeżywa takie piekło. 
Ludzie podzielili się na dwie, nienawidzące się wzajemnie, grupy. Zwolennicy czasu zegarowego i prawdziwego. Pierwsi działali zgodnie z 24-godzinnym zegarkiem, choć bardzo często podczas obiadu panowała noc. Czas zegarowy ustanowił rząd, więc większość ludzi się z  nim zgadzała. Tak funkcjonowały szkoły i budynki pracy. Drudzy zaś chodzili spać kiedy na niebie pojawiał się księżyc, a wstawali zgodnie z pojawieniem się słońca. Niektórzy postępowali tak nawet wtedy, kiedy doba zaczęła liczyć ponad 80 godzin. Słońce świeciło wtedy ponad 40, więc dużo z nich pomarło na udar. 
Jeśli chodzi o główną bohaterkę, moim zdaniem, zachowywała się jak robot. Nawet wtedy, gdy kolega z klasy ściągnął jej przy wszystkich koszulkę, ani się nie zasmuciła, ani nie zdenerwowała. Nic - żadnych emocji. Myślę, że normalnie dwunastolatka mogłaby się nawet popłakać, ale ona stała jakby nigdy nic. 
Zastanawia mnie też jeden fragment: ''Pośród tej całej nowości trwał niewzruszenie zakurzony akr ziemi należącej do mojego dziadka, niewidzialny jak kawałek szarej materii: po sposobie, w jaki zakręcały wokół niego drogi, można było poznać, że istnieje, ale nie było go widać z zewnątrz. Tylko się go wyczuwało." Chodzi mi zwłaszcza o ostatnie zdanie. Niby nic, ale jak niby można wyczuć, że kawałek dalej jest ziemia należąca do jej dziadka?
Jak dla mnie w książce występuje zbyt "wyniosłe" (?) słownictwo. Porównania i słowa, w które się po prostu nie wczuwam. Jest to odrębny styl autorki, który mi się po prostu nie podoba, ale to zależy od gustu.
Po za tym Julia nie zdziwiła się wcale, gdy dziadek opowiedział jej, że widział jak na jego podwórku umiera człowiek. Gdybym ja usłyszała coś takiego od dziadka, naprawdę bym się zdziwiła, także tutaj znów widzimy brak opisu uczuć. 
Po opowieści dziadka o umierającym człowieku na jego podwórku, jest taki fragment: "Dziadek lekko pokiwał głową, jakby chciał podkreślić tę myśl. Przechowywał w pamięci niezliczone potworności. Gdzieś w głębi domu przeciekał kran." Dziadek opowiada wnuczce jak na jego podwórku koń stratował 17-latka, więc ostatnie zdanie jest kompletnie wyrwane z kontekstu. 
Szczerze mówiąc najbardziej spodobał mi się opis książki, pomysł na nią, okładka, a także napis na niej "W przygotowaniu film reżyserki Zmierzchu!".
Książka zaczyna rozkręcać się dopiero po setnej stronie, ale i tak nie jest jakoś bardzo ciekawa. Szczerze mówiąc - zawiodłam się na niej. 


Cytaty:

"... miłość się kończy, ludzie zawodzą, czas płynie, epoki przemijają."

"... ostatecznie zdarzają się nie te katastrofy, których oczekujemy, lecz te, których się wcale nie spodziewamy."

"O ile słodsze byłoby życie, gdyby wszystko działo się w odwrotnej kolejności, gdyby po dziesięcioleciach rozczarowań można było w końcu osiągnąć wiek, w którym człowiek nie przyznaje się do żadnej porażki, kiedy wszystko jest możliwe.''

"W życiu trzeba zrobić tylko jedno: umrzeć.... Wszystko inne to kwestia wyboru."

"Niektórzy mówią, że miłość to najsłodsze uczucie, najczystsza forma radości, ale to nieprawda: do takiego opisu pasuje nie miłość, lecz ulga."



Moja ocena: 5,5/10

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Przy komentowaniu koniecznie zostaw link do siebie! Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie moich wypocin. To wiele dla mnie znaczy <3

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka